19 08 2013o synach i prostych mądrościach

Dziś będzie krótko (tak wiem, pewnie za krótko)... mój starszy syn Ignaś - lat 8 - wrócił dziś z obozu, pierwszego w swoim życiu. Ten jego wyjazd przeżyłam chyba bardziej niż on, a już na 100% bardziej niż swój pierwszy w życiu obóz;) ale to temat na inny post może powstanie zaraz po tym o zapachach lata;)

Mój młodszy syn Gucio - lat 6 - przyjął powrót brata z wielką radością, ja z radością pomieszaną z ulgą, że wreszcie obaj są w domu i że życie wróciło do bezpiecznej normy. Chłopcy długo nie mogli zasnąć... tyle emocji, tyle zdarzeń, tyle opowieści... wykończony wielogodzinną podróżą Ignaś w końcu padł pierwszy. Gucio ze łzami w oczach podsumował to (jak zwykle celnie): Mamo, Ignaś mnie zranił. Zasnął pierwszy...

A co do mądrości życiowych to... usłyszałam od koleżanki i mi się spodobało "żeby była górka, musi być dołek", zatem górko przybywam, zacznę się z tego dołka wyczołgiwać... powoli... Może pomoże mi myśl, że kiedyś znów tam pojadę, będę, popatrzę z nadzieją na dobrą nadzieję właśnie.

14 08 2013środa wieczór

Nie mam przemyśleń, mądrości, ba! nawet nie wywiążę się z ogłoszonego tutaj (już jakiś czas temu) zobowiązania, że napiszę tekst o zapachach lata... dziś nie napiszę. W przededniu długiego weekendu - posłużę się pismem obrazkowym ;)

Tak to widzę dziś... wieczór czas zacząć, długi weekend czas zacząć.

Odpoczywamy, odpoczywamy, odpoczywamy... :)

10 08 2013Strachy

Po wczorajszym cudnym wieczorze, który jak na piątek przystało przeciągnął się do późnej, tym razem deszczowej, wypełnionej energią piorunów i rozmową nocy, obudziłam się w deszczowym świecie. Może to w następstwie dopiero co zakończonych opowieści... a może zupełnie bez powodu zaczęłam myśleć o tym, że kiedyś się bałam, a że już się nie boję. Nie, że chcę teraz powiedzieć jakim jestem chojrakiem... nie, nie myślę też "dajcie mi próbę, a ja ją biorę na klatę i daję radę, nic mnie nie złamie, bo jestem dzielna". Wprost przeciwnie nie boję się, bo już wiem co mnie złamie, wiem jakie są moje ograniczenia, wiem jak siebie chronić, wiem jak się nie wystawiać, nie boję się, bo się nie straszę... już. Jakiś czas temu dotarła do mnie i zagnieździła się gdzieś w środku strasznie banalna (i boleśnie prawdziwa) myśl, że co by się nie działo to trzeba to wziąć, przeżyć i pewnie pójść dalej, dopóki starczy sił. I chyba właśnie ta myśl, to poczucie dało mi spokój. Bo jak by tak spojrzeć z boku, to pewnie powodów do bania mam sporo, ale już ich nie wyciągam, nie dłubię w nich, nie dziele każdego problemu na cztery, a potem na sto, nie straszę się... już. Póki starczy sił.

Będąc małą dziewczynką:) występowałam na rozmaitych uroczystościach ku czci, apelach, zakończeniach roku w roli recytatora (w dzisiejszych czasach recytatorki). Z sercem (przynajmniej próbowałam) deklamowałam wiersze, fragmenty tekstów albo coś nieokreślonego co moja polonistka uznała za poruszające, mądre lub ważne dla młodzieży. Nie wiem jak młodzież, ale mnie po tych występach zostało wiele wierszy w głowie i teraz przed chwilą jak napisałam to co powyżej, że trzeba przeżyć i pewnie pójść dalej... od razu błysnął Staff ze swoim "problemów się nie rozwiązuje, problemy się przeżywa"... w całości wygląda to tak jak poniżej, a w dorosłości dodam, że największe wrażenie robi na mnie ostatnie "Jak świt"... w języku mojego syna byłoby to "pójdę boso" :)

Problemy

Problemów się nie rozwiązuje.
Problemy się przeżywa,
Jak dnie, których, gdy miną, już nie ma.
Jak szaty zużyte,
z których się wyrosło,
spadają z ramion
i w drzwi ostatnie
wchodzisz nagi i wolny
Jak świt.
(Dziewięć muz, 1958) 

08 08 2013Upał?!?

Należę do tych co lubią jak jest ciepło. Parafrazując zimowego klasyka "jest lato, zatem musi być ciepło", ba! gorąco nawet. Lubię wakacje, lubię nie mieć siły z gorąca... jasne bywa też upał nie do wytrzymania - zdarzyło mi się w Namibii mieć wszystkiego dość. Dotarliśmy do gorących źródeł, nie wiem co nas pchało i podkusiło, żeby latem (tamtejszym latem, był środek grudnia) pchać się do gorących źródeł, no może właśnie to poczucie, że jest grudzień - zatem - juhu - gdzie są te gorące źródła?!? Temperatura wieczorem była tak koło 30, gorące źródła miały (tylko!) 46, a to mój świeżo poślubiony mąż 41 st. (wszystko w Celcjuszach:). Było gorąco na różne sposoby, tak, tak... nie podobało mi się... bardzo. Zdarzyło mi się na Florydzie mieć dość upału, zwiedzając dom Edisona położony bardzo malowniczo nad rzeką, otoczony wspaniałymi, starymi drzewami, różnymi odmianami bambusa i kwiatami - żałowałam, że Edison wynalazł żarówkę, a nie klimatyzator!!! Było dobrze ponad 40, a mój młodszy synek, ważący wówczas już ponad 20 kg zażyczył sobie, żebym go ponosiła, bo on "już nie ma siły... " jego ciało przyklejone do mojego wściekłego na całym ciele organizmu to było coś... Jeszcze parę razy miałam dość... ale chyba częściej nie lubię deszczu, braku słońca i deszczu też :)

Idę pod prysznic... a może zanurkuję ;)

Tak właściwie to miałam napisać o tym czego słucham właśnie (do wpisu o zapachach wciąż się zbieram) słucham na zmianę tego i tego - są na pewno specjaliści, którzy na tej podstawie byliby wstanie coś mądrego powiedzieć... Dobrego dnia!

05 08 2013zapachy

Od jakiegoś czasu zbieram się napisania o zapachu wakacji, o tych wszystkich mirabelkach, morelach, truskawkach, malinach, jagodach, o tym wszystkim co pachnie i co, bez wątpienia jest bardzo ulotnym urokiem lata... ale to może jutro, bo dziś się ciut przepracowałam i zajmę się wieczorem przy świecach...

01 08 20131 sierpnia... pamiętamy

Dziś o 17:00 byłam na Krakowskim Przedmieściu, najpierw zaczęły bić dzwony w Wizytkach i Św. Annie następnie dołączył do nich ryk syren - staliśmy prawie wszyscy - minutę. Pamiętamy!

Byłam harcerką w podstawówce i szkole średniej, pierwszy dzień sierpnia spędzałam przez lata na Powązkach, tak wiele od moich licealnych czasów się zmieniło... Mam pewność, że nie zapomnimy, a to co było ważne dla nielicznych, stało się ważne dla tak wielu... Serce rośnie!