28 02 2013Muzycznie

Lubię ciszę co nie zmienia faktu, że mojemu życiu towarzyszy muzyka. Są piosenki i płyty, których słucham na okrągło, są dosłownie tłem muzycznym mojego życia. I nawet po latach jak usłyszę przez przypadek kiedyś, wcześniej lubiany utwór to natychmiast wracają wspomnienia, z którym muzyka mi się kojarzy.

Oto kilka ostatnich lubianych motywów, a historię (co się działo i jak było) proszę ułożyć sobie samemu :)

W listopadzie i na początku grudnia królowała Grażyna Łobaszewska

Tuż przed Świętami Kim Nowak i Mokry Pies

Po czym przeskoczyłam na kolędy, w wykonaniu moich synów i czasem dwa koty :)

I tuż zaraz po Świętach nastał czas - Next year baby

Po czym przeszłam w tooooo

Następnie był i jest wciąż  Dave Metthews Band - bo ja jego i ten jego band like!;)

A teraz do DMB doszło - na zmianę - Godzina miłowania i I wonder, bo ja ogólnie ostatnio bardzo Ja wonder :)

 

 

25 02 2013Chyba wiosna idzie...

Chyba wiosna idzie...

Mam od kilku dni przypływ tak zwanych sił witalnych. Humor - dobry, uśmiech od ucha do ucha, energia nie dość, że pozytywna to jeszcze do tego skierowana na właściwe zadania... No dobra, pisanie mi trochę nie idzie, bo tej energii tak dużo, że usiedzieć trudno.

Odgrzebałam dziś stare zaległości i jak mówię stare to mam na myśli takie przynajmniej 4. letnie. Dwie sprawy z pięciu już dziś załatwiłam. W jednej pomagał mi mój syn - Ignacy. Porządkowałam dokumenty, matko skąd się bierze tyle dokumentów?!? i czy one tylko u mnie rosną? Najpierw ukrywały się w szufladzie, potem góra wyrosła koło szafki... Spokojnie uzbierałam domowe Rysy :) A dziś... dzięki pomocy synka - robił za niszczarkę :) uporaliśmy się z papierami i mamy porządek w domu i w papierach :)

Niech dobra energia trwaaaaaa

 

24 02 2013Samemu, ale nie samotnie

Rozmawiałam ostatnio z koleżanką na temat życia samemu. Oczywiście moje życie samemu to życie z dziećmi. Ona mówiła rzeczy, w dzisiejszych czasach niemodne - że samemu jest beznadziejnie, że bycie singlem jest bardzo niefajne, że by chciała znaleźć wreszcie miłość życia i co to właściwie są za czasy, że wszyscy bliżsi lub dalsi znajomi faceci mają albo żonę albo chłopaka?!?

Ja na to odpowiadałam zgodnie z prawdą. Przy czym zaznaczam - singlem nie jestem, mam rodzinę - dwóch cudnych synów i uważam, że to mój wielki fart. Ale nie o szczęście w tej rozmowie chodziło, a może właśnie o szczęście. No w każdym razi ja mówiłam, że życie samemu jest w porządku, bo najważniejszy jest spokój w środku. Bo chyba najgorzej w życiu jest gdy się z tym życiem szamoczemy, że nie takie, że inaczej miało być. Oczywiście można tupać nóżką, oczywiście można się wściekać, ale nic to nie zmieni, poza zmarnowaną energią i czasem na rzecz, na którą wpływ mamy taki sobie... Bo przecież ile w tym życiu naszych świadomych wyborów, a ile przypadków? Trudno to zmierzyć. Działamy przecież zazwyczaj po to, by było lepiej. Wybieramy drogi życiowe, ludzi z którymi idziemy, a potem się dzieją rzeczy, które drogę zmieniają, a tych którzy z nami szli weryfikują. Chodziło mi chyba o "carpe diem", o to by żyć chwilą, cieszyć się z tego co jest, nie rozpamiętując co by mogło być lub wspominając co było. Ważne jest tu i teraz. Bo (to wiem z praktyki) jak życie postawi nas przed próbą, to co... to trzeba będzie stanąć i się z nią zmierzyć. "Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono".

Odbiegam jednak od głównego tematu naszej rozmowy. Moim zdaniem życie samemu jest w porządku, jej zdaniem nie... Nie ma o czym dyskutować.

A jeśli ktoś nie widział - w co wątpię, bo to przecież klasyk już - polecam film mojej młodości :) - Stowarzyszenie umarłych poetów

18 02 2013Dzisiaj po 15:00 w radiowej Czwórce

Dzisiaj po 15 w radiowej Czwórce będę opowiadać o Londynie. W Warszawie Czwóki można słuchać na 92, w innych miejscach zgodnie z mapką, a także w internecie

Zapraszam serdecznie!

16 02 2013Jajo na miękko

Moim ulubionym daniem na sobotnie śniadanie było zawsze jajko na miękko. Wiodłam życie z takim jednym, który co jak co, ale śniadania w weekend robił cudowne. No i od kilku lat ja nie jadam takich śniadań. Teraz ja przygotowuję - i realizuję zamówienia moich synów gdzieś pomiędzy serkiem homogenizowanym, a jajecznicą... Synowie już są na turnieju piłki nożnej, a mnie nagle naszła ochota na to zapomniane danie.

Zjadłam.

Wniosek: doskonale wychodzi mi jajko na miękko :), a całkiem w porządku kompanem do śniadania okazuje się onet.pl :)

Dobrego i smacznego dnia!

14 02 2013I wonder

Co ja poradzę na to, że mi się właśnie zrobiło od dwóch dni na jedną nutę...

Nucę, nucę, ba! nawet czasem podśpiewuję... zatem zachęcam

A najbardziej ta (chyba) zwrotka:

I wonder about the love you can't find
And I wonder about the loneliness that's mine
I wonder how much going have you got
And I wonder about your friends that are not
I wonder I wonder, I wonder I do

I dodam, samotność - moją oswojoną, co już od dawna nie gryzie i ma pazury poobcinane - nawet w Walentynki lubię! Jest moja, jest przystanią i spokojem.

Ja to mam w życiu farta, wszystko mam fajne, nawet samotność :) :) :)

I wonder, I do! :)

 

12 02 2013Po feriach

U nas już po feriach. Jak zwykle powrót do szkoły - szczególnie dla mnie - miał być bolesny, bo trzeba być na czas, bo prace domowe i takie tam... a z drugiej strony świat od razu taki poukładany i wbrew wszystkiemu wszystko jakoś łatwiej daje się zorganizować...

Po feriach uważam, że natychmiast powinna kończyć się zima!

Jasno jest prawie do 17 i to jest super, suuuuuper! A teraz jeszcze śniegu precz! Wiosno przybywaj...

Byłam ostatnio w kinie, jakoś nawet nie na filmie animowanym... i padło zdanie w tym filmie, które już zapisałam na mojej kuchennej ścianie na mądrości:) Bohater mówi, wspominając swoje doświadczenia wojenne: "Nauczyłem się walczyć i nie umiem już inaczej żyć. Nie umiem żyć bez walki." No i to niestety jest zdanie też o mnie. Walczę już tak długo z życiem, o życie, o los lepszy dla dzieci, o siebie, o przyszłość świetlaną, o to by było normalnie, aż złapałam się na tym, że nie umiem już inaczej. Skoro się już na tym złapałam... to teraz spróbuję żyć, tak po prostu... bez walki. Ja już się na walczyłam. Ja będę oczywiście dalej robić swoje, ale poczucie, że zaraz coś się stanie, zatem ja muszę być rewolucyjnie czujna, spróbuję w sobie wygaszać. Tej wiosny - co to ją zaklinam, żeby już przyszła, będę się uczyć żyć... normalnie. Tak sobie myślę, że mi się już ta normalność należy, jak psu... no wszyscy wiemy co :)

08 02 2013Zostać na dłużej

Poniżej krótki opis trzech tygodni mojego życia, sądzę, że wyjaśni moją ostatnią absencję w sieci i zaniedbywanie bloga.

Zaczęło się od tego, że na skutek - jak sądzę zbyt dużej dawki stresu, jaką sama sobie zafundowałam, przejmując się zupełnie niepotrzebnie operacją mojej mamy - rozchorowałam się na zatoki. Historię chorowania na zatoki mam dość długą i powoli widzę, że jak spada mi odporność to pierwszym przyczółkiem, który pada - są właśnie zatoki. Nie udało mi się dostać do mojej ukochanej laryngolożki, z którą historię znajomości mam dwucyfrową i pierwszą cyfrą nie jest jeden... i która wyciąga mnie bezbłędnie z każdej podbramkowej zdrowotnej sytuacji, za leczenie mojego "przeziębienia" wziął się ktoś inny. I tak... antybiotyk, przymusowy pobyt w domu, zniosłam to wszystko z godnością. Po ponad tygodniu spędzonym w domu, wciąż czułam się słabo. Wróciłam jednak do pracy, bo ile można chorować?!? i mojego "dość" aktywnego trybu życia czyli tak w skrócie do spotkań, spotkań, spotkań, fundacji, Memoriału, na szczęście dzieci miały ferie, a życie bez prac domowych jest o wiele łatwiejsze niż z nimi;), do spotkań, kawy i takich tam. Po czterech tak zwanych NORMALNYCH dniach, poszłam na dobitkę w sobotę na urodziny bliskiej mi osoby, a od niedzieli czułam się słabo koszmarnie. W poniedziałek znów wylądowałam u lekarza, tym razem u właściwego i... zostałam znów w domu. Na szczęście... od wczoraj właściwie czuję się dobrze.

A dziś czuję się nawet bardzo dobrze... tak, tak, tak wracam do siebie. Bardzo nie lubię czuć się słabo, nieswojo, marudnie... mam nadzieję, że to koniec chorowania w tym nowym, podkreślam - lepszym - roku :) Piszę, tak znów piszę... i to nie tylko bloga, słucham... yeah słucham właśnie tego i dobrze mi jakoś... Fajnie jest być znów zdrowym:) Niech zostanie na dłużej to zdrowie, a godzina miłowania też by mogła zostać, co ja bredzę przyjść ;)

05 02 2013Album

Moje koleżanka zrobiła album. Zaczęło się od doświadczenia jej mamy - wdowy. A następnie projekt jak kula śniegowa się rozrósł, dołączyły się kolejne wdowy i kolejne. Magda zbiera właśnie pieniądze na wydanie albumu. Więcej informacji można znaleźć tutaj

Może komuś się spodoba i pomoże.

 

04 02 2013Luty

Nie wiem jak to możliwe, że już jest luty. Tak dużo się dzieje, że właściwie brak mi czasu na refleksję.

Wszystko dobrze, tylko dużo za dużo. Do tego wciąż jeszcze wychodzę z tych zatok co mnie zmogły dwa tygodnie temu i to tak.

Dobrego tygodnia życzę.