29 09 2012Jesienne spotkania

Pierwsze jesienne spotkanie z czytelnikami już za mną! Za tydzień kolejne, potem targi książki w Krakowie i jakoś ta jesień będzie się toczyć. Dzisiejsze spotkanie prowadziła Ania Alboth, która wraz ze swoim mężem, i wtedy jeszcze tylko jedną córeczką (obecnie mają dwie) zdobyła wyróżnienie w pierwszej edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego. O tym co robi Ania wraz ze swoją rodziną bez granic :), a jest to dość niecodzienny sposób na życie - warto przeczytać tu

Cały dzień chodziły za mną pomysł czego ciekawego to ja dzisiaj na blogu nie napiszę... i... jakoś chyba włączę film, bo wena sobie poszła. Jak wróci, dam znać :)

Syn mi się dziś rozchorował, kot chory od tygodnia... eh

Wszystkim, którzy jutro biegną w maratonie warszawskim - powodzenia! i ładnej pogody!

A oto zdjęcie ze spotkania targowego, ja i Ania Alboth.

fot. Thomas Alboth

26 09 201229 września spotkanie w Warszawie

29 września od 10:30 do 11:30 - zapraszam na spotkanie ze mną w ramach targów TT Warsaw.

Więcej informacji można znaleźć tutaj

Do zobaczenia!

 

21 09 2012Wakacje w Nepalu

"Wakacje w Nepalu" to już 5. osobisty przewodnik z serii "Małe wielkie podróże"... już jest!

Zapraszam do księgarni!

:) :) :)

 

19 09 2012Jak to środa?

To nie jest możliwe, że już jest środa?!? Przecież dopiero co był piątek! Weekend spędziłam w Krakowie. Pojechałam spotkać się ze zwycięzcami Memoriału im. mojego męża, wszystkich, którzy nie wiedzą czym jest Memoriał, zachęcam do odwiedzenia strony www.miejodwage.pl i oczywiście do polubienia strony na FB... takie czasy;)

Karina, Paulina i Szymon to.. co tu dużo mówić - świetni ludzie. Dzięki wygranej w Memoriale Paulina ze swoją roczną córką Natalią była w Gruzji, gdzie próbowała wspiąć się na górę - Kazbek, Natalia czekała na nią pod opieką ciotek i wujek w bezpiecznym miejscu, z dala od góry. Karina już w październiku pojedzie do Hiszpanii. Spróbuje na swoim hand bike'u pokonać najwyższe przełęcze w Europie. Szymon w grudniu leci do Czadu... czy uda mu się zdobyć szczyty jakie postanowił... zobaczymy! Poznałam ludzi pasji i z pasją, bardzo się cieszę, że robiąc Memoriał pomagam właśnie takim osobom.

Wróciłam i po tym spotkaniu, na którym każde z nas podzieliło się swoją historią, a pomimo młodego wieku dziewczyny już bardzo dużo w życiu przeszły i... tak szczerze, można się od nich uczyć optymizmu, wiary w przyszłość i sens tego wszystkiego - często mimo wszystko... I tak jakoś się stało, że z tego wszystkiego zrobiła się środa, i to do tego wieczór...

13 09 2012Weekend czy to znaczy, że mam...

Zbliża się weekend. Wyjeżdżam. Tak po prostu dla przyjemności... I zamiast się pakować ja się waham czy brać ze sobą pracę... przynajmniej do pociągu. Bo przecież mam zaległości czy jednak już  w podróży cieszyć się tym, że mam wolny, wyjazdowy weekend... taka to zagwozdka?!?

11 09 2012Zasłony

Korzystając z wolnej chwili w dość - mimo wszystko - zajętym dniu, postanowiłam zanieść materiał, kupiony w weekend do krawcowej, żeby uszyła zasłony.

Zasłony szyję raz na kilka lat. Mam swoją ulubioną panią, w małej pracowni, w bocznej uliczce na Mokotowie. Sądzę, że jej istnieniu - zarówno pani jak i jej zakładu - wiedzą tylko okoliczni mieszkańcy.

Spakowałam materiał (dość ciężki) do torby. Postanowiłam, że zrobię sobie spacer, najpierw zaniosę materiał na zasłony, a potem pójdę do warzywniaka, bo codziennie tam mają dostawę najlepszych na świecie... słoneczników i akurat - pusta torba przyda się na słoneczniki i na pomidory, śliwki i gruszki... Plan był doskonały. Niestety na drzwiach do pracowni krawieckiej przywitała mnie karteczka, tej mniej więcej treści: "Z powodu przedłużającej się choroby w najbliższym czasie nie będę w pracy." Eh... to jedyna pracownia jaką znam, a do tego lubię, a ja się bardzo przywiązuję i zasłony szyję w tym samym miejscu... od lat. No i z tym materiałem musiałam iść dalej do warzywniaka, przez chwilę nawet zmartwiłam się, że - zupełnie bez sensu noszę ten materiał przez pół Mokotowa, a do tego zaraz będę musiała poza materiałem nieść do domu też siaty z zakupami i już chciałam dzwonić do mamy i radzić się w temacie zakładu krawieckiego... ale jednak odpuściłam sobie. Choć zupełnie nie leżyto  w mej naturze, ja lubię wszystko robić teraz i na już, rozwiązywać komplikacje wszelakie teraz i na już... Tak jestem raczej z tych mało cierpliwych i to nawet w małych sprawach... A tym razem odpuściłam sobie! Szłam wąskimi ulicami, patrzyłam na stare kamienice, słońce grzało, ludzie siedzieli w kawiarniach... i nagle okazało się, że już prawie jestem pod warzywniakiem, do którego przynajmniej dwa razy w tygodniu przychodzę, tyle tylko, że zawsze z innej strony... i... tuż obok warzywniaka (dobrze widziany z innej strony) okazało się, że jest zakład... krawiecki! Zanim cokolwiek zdołałam zrobić - mój mały problem zasłonowy i problem z brakiem torby na zakupy się rozwiązały...

Ja wiem, że problemy opisane powyżej... trywialne. Ale z tej całej sytuacji postanowiłam wyciągnąć i zapamiętać - jeden wniosek... czasem (a pewnie nawet często) nie ma co z życiem wojować, ono samo się dzieje i zadzieje, rozwiązania same się znajdą... bez ruszenia nawet małym palcem u nogi...

Potrzeba tylko trochę cierpliwości!

 

08 09 2012Pracująca sobota

Zaplanowałam sobie pracującą sobotę. Cały dzień chciałam poświęcić na robienie harmonogramu projektów którymi się zajmuję, spisu zadań, a przede wszystkim miałam zacząć pisać książkę, bo od kilku dni chodzi za mną potrzeba pisania... i... we środę okazało się, że muszę przyjść do pracy i pracować całą sobotę... no i moje plany wymienione powyżej szlag trafił!

Dziś spędziłam caaaaały długi dzień w pracy i nie żałuję. Było baaaardzo fajnie.

A kiedy zrobię to co miałam zrobić dziś?

No właśnie! Na pewno nie dzisiaj, bo dziś padam z nóg.

Zdradzę rąbka tajemnicy: cały dzień pracowałam jako przewodnik :) Przeszłam kilka kilometrów, opowiedziałam kilka ciekawych historii, odpowiedziałam na wiele pytań, a przede wszystkim poznałam wiele miłych osób i zdobyłam nowe, zaskakujące doświadczenie :) przewodnik... mhm :)

 

06 09 2012Czwartek

Jest czwartek, jestem wykończona - wiem nawet dlaczego, ale może warto być takim dziś padniętym gdy wczoraj się tak fajnie gadało!

03 09 20125 września o 7:30 w Radiowej Czwórce

5 września o 7:30 w audycji Poranek Online, w radiowej Czwórce opowiem o mojej książce pt. "Wakacje w Kanadzie" i o Kanadzie opowiem też :)

Zapraszam do słuchania. Informacje o częstotliwościach i możliwości słuchania w sieci tu

O oto moje ulubione kanadyjskie miasto - Vancouver...

03 09 2012Szkoła?

Zaczęła się szkoła (i przedszkole), świat wrócił do normalności (bo jednak wakacje to stan wyjątkowy!). Ja jeszcze jedną nogą i ręką jestem w wakacjach, przeglądam zdjęcia, wspominam, opowiadam... a część mnie już się zmobilizowała (szkolenie chyba) do działań wszelkich, które na jesieni chcę zrobić... I już nawet nie jestem rozdarta, tęsknię za wakacjami, ale wiem, że będą następne! A teraz tyle ciekawego życia przede mną :)

A wakacje... eh :)

01 09 2012Łagodny wrzesień

Wrzesień... aaaa!

Na szczęście łaskawie wrzesień zaczyna się w tym roku w sobotę i daje mi - dwa dodatkowe dni na oswojenie się ze zbliżającą się wielkimi krokami jesienią i łączącą się z nią nierozerwalnie szkołą, przedszkolem, zajęciami dodatkowymi, krótkimi dniami, deszczem, katarem, eh....

Małe podsumownie zatem: wakacje? udane bardzo! Przygód duuużo! Jeden syn nauczył się nurkować, drugi nauczył się pływać, ich matka nauczyła się, że można z nimi przelecieć i przejechać pół świata i radocha przeważa nad zmęczeniem... Muzea odwiedzone, filmy obejrzane, książki przeczytane i (w przypadku matki także napisane:), wieczory długie letnie przegadane prawie do rana... Było dobrze!

A teraz... chwilo trwaj jesteś piękna!