28 08 2012Szkocja

Opowiadałam wczoraj w radio o Szkocji, o Orkadach, o tym dlaczego warto tam pojechać. Gdy wyszłam ze studia, czekała na mnie moja przyjaciółka, która wiedziała, że występuję i postanowiła przyjechać, żeby zrobić mi niespodziankę. Zrobiło mi się bardzo miło, bo... jak pewnie większość z nas lubię bardzo jak ktoś... o mnie pamięta, ma czas i chęć, żeby zrobić coś dla mnie... Na fali emocji jeszcze ze studia zaczęłyśmy rozmawiać o Szkocji, potem o Wielkiej Brytanii, aż w końcu o Londynie, w którym kilka razy byłyśmy razem...

Eh... co to były za czasy, i za Kazikiem przytoczę: Ach, jaki ja byłem młody!

No i teraz za nią chodzi ten Londyn na maksa i jak mnie jeszcze parę razy zapyta kiedy jedziemy i gdzie by tu mieszkać, to i za mną zacznie chodzić... Tak swoją drogą to ja kocham Londyn, mam tyle wspomnień z tym miastem związanych, tyle przygód, tyle ważnych miejsc, eh... coś tak czuję, że już za mną chodzi...

27 08 201227 sierpnia o 15:00 w radiowej Czwórce

Dziś - 27 sierpnia - o godzinie 15:00 w radiowej Czwórce opowiadać będę o Wakacjach w Szkocji. Serdecznie zapraszam do słuchania!

Częstotliwości i możliwość słuchania w sieci - tu

25 08 2012Nie działała mi strona

Nie mogłam się wczoraj dostać na swoją! stronę i nie mogłam napisać (a obiecałam) co to za marzenie się spełniło.

W czasach licealnych (koleżanki by potwierdziły) kochałyśmy się wszystkie w jednym! polskim aktorze! Nie wiem jak koleżankom, ale mnie nie przeszło i jako, że ostatnio miałam okazję spotkać AKTORA tego właśnie osobiście i na żywo:) to tak właśnie spełniło się moje młodzieńcze marzenie. Zachowywałam się jak nastolatka, on pomimo wieku bardzo już nie nastoletniego się czerwienił:) działo się!

Pana Aktora wciąż cenię, wciąż mam sentyment i bardzo się cieszę, że miałam to szczęście, aby Go spotkać.

A tak poza tym... tak poza tym to bardzo się cieszę, że jak dziś miałam humor mocno taki sobie, to pani Dorota - napisała mi tyle dobrych słów, że nastrój natychmiast zrobił się dobry i trwa :)

Jem słonecznika, wieczór piękny, dobrze jest i niech trwa...

23 08 201224 sierpnia od 18:00 w Radio dla Ciebie

W piątek od 18:00 do 19:00 w Radio dla Ciebie - będę opowiadać o wakacjach po sezonie.

Zapraszam do słuchania.

Informacja o tym jak słuchać w sieci i o częstotliwościach tu

23 08 2012Co za dzień?!?

Spełniło się dzisiaj moje marzenie.

I tyle. Ja się pocieszę tym w środku sama :) A jutro napiszę więcej o tym spełnionym marzeniu... obiecuję.

21 08 2012Życie

Spokój, spokój, spokój... już nie muszę powtarzać. Działa!

Nerwy minęły, spokój się zadomowił. Życie mnie zaskakuje, ja siebie zaskakuję.

Gdy byłam na wakacjach, koleżanka napisała mi wiadomość, że się jej śniłam. Opisała w skrócie ten sen. Natychmiast sprawdziłam w sennikach internetowych (ha ha) co taki sen może znaczyć i... jako, że w większości podawano, że taki sen zapowiada - wielkie, pozytywne zmiany... to postanowiłam pogodzić się z faktem, że coś najwyraźniej niebawem się zmieni.

Ja wiem doskonale, że to nie był mój sen, tylko sen o mnie, ale skoro byłam bohaterem tego snu, to sen prawie jak mój... No i? Zmiany przyszły i są to wielkie, pozytywne zmiany.

A ja, która tych zmian jeszcze dwa dni temu okropnie się bałam, dziś jestem zadowolona po pachy. Bo te zmiany we mnie kiełkowały, niepokoiły mnie, przesłaniały świat, odbierały rozum... właściwie nie zmiany, a sytuacja w jakiej się znalazłam, życie i układ. A tu dokonało się - i wreszcie jest... dobrze. Jest mi dobrze:) spokojnie :) sama jestem tym wszystkim zaskoczona.

Życie bywa (każdego dnia) zaskakujące!

Chwilo trwaj, jesteś piękna!

 

19 08 2012No to ja bym chciała

... gwiazdkę z nieba :)

Od jakiegoś czasu, a dokładnie od maja staram się ćwiczyć w mniej emocjonalnym podejściu do życia. Początkowo było ciężko. Wyglądało to tak: jak tylko coś mnie zdenerwowało - mówiłam sobie na głos (koleżanka z pracy świadkiem:) - tylko spokojnie, tylko spokojnie, pamiętaj... spokojnie. Wiem, wiem - brzmi jak koszmarna głupota i pewnie było głupotą, ale... zaczęło działać... Jak już się trochę uspokoiłam to udało mi się spojrzeć na swoje życie ciut z boku, no i wyrzuciłam część obowiązków, odpuściłam kilka spraw. Uspokojona pojechałam z synami na wakacje. Odpoczęłam. Wróciłam spokojna jak nigdy! A dziś wściekłam się tak, że szok! No i teraz znów chodzę i mówię... tylko spokój, spokój, tylko spokój ;)

W końcu zadziała :)

 

17 08 2012Rudy

Przyszedł dziś do nas rudy kot... A rudy kot był (i jest) moim marzeniem. Rudy przyszedł i chciał się wprosić, ale przepędziły go moje koty (ich marzeniem wyraźnie nie był!). Kilka godzin później przyszła sąsiadka z trzeciego! piętra z zapytaniem czy nie widziałam jej kota, rudy był. Widziałam. Żal mi się zrobiło okropnie i jej, i kota, bo te kilka godzin później - Uciekiniera z trzeciego! piętra - w zasięgu wzroku już nie było.

Wypiłam herbatę. Poczytałam o... modzie:) ha ha, tak, tak zdarza mi się. Choć traktuję to jako rozrywkę dla oczu:) i do serca nie biorę. Co jakiś czas zerkałam przez okno i widziałam miotającą się sąsiadkę... chodziła, wołała, schylała się, zaglądała pod krzaki, ławki, śmietniki, jak by mogła zajrzałaby pod trawnik.

W końcu dzwonek do drzwi. Uśmiech! Uśmiech! Uśmiech! za drzwiami stał. Znalazła! Rudy cudny! Zadowolony że tak pięknie uciekł i tak cudownie się znalazł. A ja... cóż może kiedyś jako znajdzie mnie mój rrrrudy :) RRRRRudy... mrrrrryyyy (czekam, wcale nie na trzecim!:)

Słuchanie listy po wakacjach jest jeszcze fajniejsze niż było przed :)

Dobrego weekendu!

 

15 08 2012Gotowi na śmierć?

Zapraszam do obejrzenia programu "Gotowi na śmierć", w którym opowiadam o swoich przemyśleniach i doświadczeniach na temat bliskości osób zmarłych w moim życiu.

Link tu i w media o mnie też:)

15 08 2012Wolna środa...

Nie powiem do której dziś spaliśmy (wszyscy troje)... ale wyraźnie odsypialiśmy wakacje :) Śniadanie zjedliśmy na obiad, a dokładnie obiad na śniadanie. Potem poszliśmy do kina, i takich kolejek do kas to dawno nie widziałam. Po 15 minutach - mieliśmy bilety, tylko z 20. minutowym opóźnieniem pojawiliśmy się na sali kinowej i... reklamy wciąż trwały.

Byliśmy na Madagaskarze 3, bo (wszyscy troje) jesteśmy wielbicielami. No i cóż, ja nadal najbardziej lubię "2", ale nie mogę powiedzieć, śmiałam się wiele razy na całego:) dzieci wyszły bardzo zadowolone... Udana sobota, środa znaczy, ale właśnie taka jak sobota :)

No i teraz siedzę i przeglądam zdjęcia z wakacji...

I trafiłam na takie oto - pożegnanie wakacji... Ja już szłam do samochodu, a klapeczki (cóż trochę się zużyły:) ciągnęło jeszcze na plażę.

 

 

14 08 2012Zooooooo

Są rzeczy do których mnie ciągnie, podskórnie, niewytłumaczalnie, wbrew logice, sensowi - ciągnie mnie i już. Wiosną jakoś zobaczyłam na mieście plakat filmu "Kupiliśmy zoo" (czy ja mówiłam, że kocham kino, tyle tylko, że czasu brak...) i... wiedziałam, że muszę ten film zobaczyć, choć przecież nie lubię zoo! Może inaczej, to nawet nie chodziło o uświadomioną myśl, że ja muszę ten film obejrzeć, to było poczucie, że ten właśnie, dokładnie TEN film jest mi bliski. I już. Na film do kina nie poszłam. Obejrzałam go wczoraj przez przypadek. Poza tym, że opowiada o zoo - to jest to przede wszystkim historia wdowca, który po śmierci żony został z dwójką dzieci, i który próbuje jakoś to życie poskładać na nowo - dla rodziny, dla dzieci, dla siebie wreszcie.

Przeczytałam dziś dwie informacje o "Kupiliśmy zoo" na filmwebie i stopklatce, w obu nie ma słowa o wdowcu...

A ja jakoś podświadomie wiedziałam, że to film dla mnie.

Polecam - bo pozytywny i w wielu punktach mądry (moim zdaniem), a do tego oparty na prawdziwej historii.

O trudnych doświadczeniach - tak ciężko opowiadać, a tu się udało zgrabnie, lekko... to takie kino familijne na ważny temat, a do tego zwierzaki, zoo. Warto obejrzeć także z dziećmi (może ciut starszymi niż moje)

12 08 2012Powroty

Z wakacjami to ja mam tak, że... najpierw strasznie na nie czekam - ale nie wiem na jaki kierunek podróży się zdecydować, zatem przez czas jakiś się miotam, po czym decyduję się - tylko po to, żeby następnego dnia zmienić zdanie i ostatecznie wybrać się na wakacje zupełnie w innym miejscu.

Jak już miejsce jest wybrane, bilet kupiony... to cieszę się bardzo... gratuluję sobie sama wspaniałej decyzji i doczekać się nie mogę.

Im bliżej daty wyjazdu - zaczynam mieć co raz więcej wątpliwości i wahań, tym razem już nie zastanawiam się czy destynacja jest dobra, zastanawiam się czy ja w ogóle powinnam jechać, ponieważ tutaj (czyli w domu, pracy itp.) tyle spraw jest do załatwienia i nie jadąc nigdzie mogłabym sobie wszystko na spokojnie po nadrabiać... Dwa dni przed wyjazdem histeryzuję na całego - zazwyczaj mrucząc pod nosem: a co będzie jak nie dam rady?!? Jest to o tyle zabawne, że zazwyczaj potrafię sobie poradzić z każdą sytuacją, no chyba, że sytuacja jest taka, że poradzić się już nic nie da :) No dobra, marudzę... zła jestem na siebie... zastanawiam się po co mnie i mojej rodzinie te wakacje?!?

W dniu wyjazdu... na szczęście odzyskuję rozum:) wątpliwości nie mam wcale i cieszę się, że znów gdzieś jedziemy!

Potem - zazwyczaj jest fajowo, bo jestem z tych raczej mało marudnych (marudzę tylko jak jestem głodna:)

Dzień powrotu (czyli akurat w tym roku jutro)... nie chcę wracać, żałuję, że za krótko, już kombinuję gdzie pojadę następnym razem i jaki kawałek świata pokażę moim dzieciom...

Jutro zaczynamy wracać... już chyba wiem, gdzie pojechać następnym razem, ale przecież tę decyzję zmienię jeszcze ze 100 razy :)

10 08 2012Dobrze, że są wakacje...

Wszystko co dobre - kiedyś się kończy... ale dobrze, że wakacje bywają - co ja piszę - powinnam napisać - dobrze, że na wakacjach można bywać:)

Morze, tęcza i ja... eh :)


10 08 2012Kennedy - J.F. zresztą

Ostatnio na mojej ścianie kuchennej pojawiło się nowe motto.

"Nie robię tego wszystkiego dlatego, że jest to proste, robię to właśnie dlatego, że jest trudne!"

Taka wypowiedź o życiu... w ogóle.

Jest to parafraza wypowiedzi prezydenta Kennedy' ego na temat podboju kosmosu... Mało mnie interesuje w jakim kontekście te słowa padły, podobają mi się, bo są... takie... moje. Często zastanawiam się - czemu droga, którą idę nie jest łatwa... a potem dość często powtarzam, że gdyby była łatwa to:

1) nie byłabym tym kimś kim jestem

2) może o to właśnie chodzi w tej drodze, że nie jest łatwa - dzięki wszelkim trudom, doceniam to wszystko co się udaje osiągnąć...

W tym co powiedział Kennedy podoba mi się - świadomy wybór trudnej drogi. Przecież zazwyczaj chcemy, żeby było łatwo, miło i przyjemnie, a powiedzieć inaczej... robię to dlatego, że jest to trudne - podejmuję to wyzwanie, choć wiem, że może nie wyjść - spróbuję, właśnie dlatego, że jest trudne - to posługując się dzisiejszym językiem popularnego portalu społecznościowego - like it! :)

 

08 08 2012Rysie

Lubię koty. Sama mam w domu dwa... był czas, że było ich pięć - co wzbudzało niemałą krytykę wśród znajomych... że dziwaczeję, że się starzeję, że schronisko z domu robię. Nie robiłam, po prostu jeden kot - pilnowany przez mojego brata - uciekł, a jak wrócił to jakoś tak się porobiło, że było tych kotów więcej ;) Święta Bożego Narodzenia z pięcioma kotami i dwoma synami to był... czad! Choinkę przywiązałam systemem sznurków i linek do wszystkiego do czego się dało, a i tak parę razy leżała... ale co tam i koty, i synowie bawili się doskonale. Przecież w Święta chodzi o świętowanie, nie?!

Miało być o kotach... A zatem - rysia (taki duuuży kot, z frędzelkami na uszach) nigdy nie widziałam na wolności, widziałam rysia (jednego!) w zoo. Ale jako, że to wyjątkowy kot -podaję za wikipedią

Ryś, ryś euroazjatycki, (Lynx lynx) – gatunek lądowego ssaka drapieżnego z rodziny kotowatych, największy z rysi (Lynx). Występuje w Europie i Azji. Poza kotem domowym, ryś i żbik są jedynymi występującymi w Polsce przedstawicielami kotowatych. Ryś jest też jednym z największych drapieżników Europy.

- to spodobała mi się akcja na rzecz przywrócenia rysi w Puszczy Piskiej (skądinąd mi znanej - wyjątkowo pięknej!). Więcej informacji jak można pomóc rysiom można znaleźć tu

Przecież wszystkie Ryśki;) to fajne chłopaki! Niech wracają do naszych lasów!!!!